Czy warto się budować?

Czy warto się budować? Jeśli stoisz przed wyborem: kupić mieszkanie, czy zbudować dom, to rozważ co następuje.

Za domem przemawia: większa powierzchnia za tę samą cenę, własny układ pomieszczeń, wpływ na wygląd zewnętrzny, lepszy wybór widoku za oknem, własna działka zagospodarowana po swojemu i brak wspólnoty mieszkaniowej.

Przeciwko domowi: lokalizacja raczej dalej od centrum, pewnie na wsi, dłuższy czas realizacji, większe ryzyko, koszty całości dość znaczne, konieczność dużego zaangażowania na każdym etapie budowy, brak wspólnoty mieszkaniowej.

Czyli mamy dylemat: czy kupić gotowe mieszkanie w dobrej lokalizacji, pewnie niewielkie, ale za wielkie pieniądze, czy też inwestować w coś finalnie większego, wymagającego dojazdów, o co trzeba będzie dbać samodzielnie.

Musisz wybrać


Odpowiedź: sami zdecydujcie, czy więcej miejsca, ładny widok i wolność Tomku warte jest codziennych dojazdów, ciągłego poprawiania czegoś w budynku czy ogrodzie, koszenia, sprzątania.

Podpowiedź: jaki przyjąć czas dojazdu? Otóż, jeśli na poszukiwanie działki wybrałeś się w słoneczne niedzielne popołudnie, to nic nie dorówna walorom rekreacyjnym takiej wyprawy. Czas dojazdu z działki do miasta zmierz jednak w poniedziałek przed 8 rano. Wyrusz o świcie, a w drogę z działki do pracy czy szkoły dziecka rozpocznij tak, jakbyś chciał na tę przykładową 8 zdążyć. Na pocieszenie przejrzyj jeszcze stronę GDKiA, może akurat za miesiąc oddadzą w pobliżu obwodnicę autostradową, a to zmienia wszystko. Przy inwestycji na lata warto czasem pomęczyć się przez rok.

A teraz nieco głębiej o tym wszystkim.

Mieszkanie tak długo pozostaje mieszkaniem, jak długo każde pomieszczenie może jeszcze pełnić swoje funkcje. Kiedy już jednak do salonu wstawiasz łóżko, obok niego umieszczasz łóżeczko, a przedzielasz je wiecznie czynną suszarką do prania, to coś zaczyna zgrzytać. Trójfunkcyjna bawialnia (sypialnia dziecka, gabinet rodzica, refugium drugiego na korporacyjne kole) to też już trochę dużo. Jeśli, do tego, kiedy chcesz spokojnie porozmawiać przez telefon to zamykasz się w toalecie, to już chyba nadszedł moment, żeby pomyśleć o czymś większym.

Pierwszy odruch zwykle jest ten sam. No, kupmy trochę większe mieszkanie. To się wynajmie, a tam przynajmniej się pomieścimy. I zaczynasz szukać. U nas to trwało krótko, obejrzeliśmy jedno. Miało więcej pokoi, prawie 2x więcej powierzchni, więc miało być duże. Tylko, że było dwupoziomowe. Składało się z dwóch niedużych części połączonych schodami. Każda z tych części robiła wrażenie lekko klaustrofobiczne. Co z tego, że obydwa dzikie stwory miałyby swoje kajuty, jeśli w salonie, zaopatrzonym w narożnik i stół (ekstrawagancja, no nie …), mijanka była możliwa tylko po wstępnym ustaleniu zasad pierwszeństwa. A cena liczona była za całość, od metra. I był to czas, kiedy wszystko rosło, na rabat nie było co liczyć, więc nam szybko przeszło.

Potem szukaliśmy w ofertach deweloperów. Ale jakoś tak nic powalającego się nie pojawiało. Tak to wyglądało, że można wydać całkiem sporo na coś może odrobinę większego, ale szału nie ma. Rok dwa i znów wszystko zacznie nam się wysypywać z szaf, wspólnota będzie nas ścigać za stawianie hulajnogi na korytarzu, a dziadki regularnie będę przeżywać nasze najazdy z kompletem ubrań i obuwia po zmianie sezonu. Trochę straciliśmy entuzjazm do mieszkania.

Czyli jednak dom. I nawet nie chodziło o to, że mieszkanie jest be. Zaczęliśmy porównywać ceny budowy domu do kupna mieszkania i za m2 zawsze wychodziło znacznie mniej.

W sumie to warto się zastanowić, za co płacimy tak dużo w przypadku mieszkań. Cóż, odpowiedź może być trafna i krótka, ale też na jej uzasadnienie trzeba trochę miejsca. Krótka odpowiedź jest taka. Ludzie płacą tak dużo po to, aby mieszkań blisko innych ludzi.

A teraz dłuższa. Właściwie, to nie o bliskość ludzi tutaj chodzi, a to, co ona daje. Otóż, duże zagęszczenie mieszkańców przekłada się na popyt, który masy ludzi generują na usługi i handel. Stąd opłaca się w pobliżu otwierać przedszkola, punkty robienia tipsów, czy dyskonty. A nawet czasem poprowadzić linię autobusową, choć cała sfera publiczna to raczej naśladuje rynek i działa tym lepiej, im lepiej jej to wychodzi. Żebyśmy się dobrze zrozumieli – nie chodzi tutaj o zagęszczanie bez końca, jak w Kwolon City, bo człowiek tutaj też ma swoje granice tolerancji, co dobrze opisał kiedyś Edward T. Hall w książce „Ukryty wymiar” (jak googlasz, to dodaj „psychologia”, bo inaczej trafisz na film sci-fi). Chodzi o to, że miasta gromadzą w sobie ilości ludzi uzasadniające funkcjonowanie wielu instytucji, co z kolei tym ludziom wydatnie ułatwia życie. I za dostęp do tych instytucji, firm, czy bliskość do własnej pracy płacimy tak duże pieniądze.

A dom? Jeśli byłby to dom w mieście, względnie blisko centrum, to wydalibyśmy fortunę. Bo nie, nie płacimy za beton, cegły i papę na dachu, tylko za lokalizację. W nieruchomościach liczą się 3 rzeczy: lokalizacja, lokalizacja i … lokalizacja, jak mawiają agenci.

I to lokalizacja poza centrum sprawia, że metr kwadratowy domu jest tańszy, niż tyle samo mieszkania. Bo mieszkań na wsiach się nie buduje (od kiedy zamknięto pegeery, tak uściślając).

Zastanów się więc, czy satysfakcja ze stworzenia indywidualnej siedziby rodu jest dla Ciebie ważniejsza, niż te miejskie wygody, do których być może jesteś przyzwyczajony, czy dobrowolnie i bez przymusu akceptujesz stan podmiejskiej infrastruktury, czy będziesz w stanie jeszcze więcej czasu spędzać w samochodzie itd., itp. Jeśli tak, to nigdy już do tej kwestii nie wracaj, zacznij działać.

A ja – cóż – potomka już mam, ilość drzew, które ochoczo zasadziłem idzie w setki, więc w sumie wyboru nie było – też zacząłem.

Dodaj komentarz