Kształt domu, rozkład pomieszczeń i strony świata: jak zaprojektować mądrze i z wyczuciem

Kształty jakie są, każdy widzi. Problem w tym, że są bardzo różne, więc warto wypisać prosy i konsy i się trochę zastanowić, zwłaszcza zaczynając planowanie domu od zera. Do sprawy podejdziemy z trzech stron. Wykluczenia, regularności i jej przeciwności. Intrygujące, mam nadzieję.

Okrągły dom – piękna teoria, trudna praktyka

Wykluczenie dotyczy kształtu domu, który istnieje tylko teoretycznie. Jest nim dom okrągły. W naturze kształt okrągły to podstawa, naturalnie. Pnie drzew są okrągłe, bo tym sposobem powierzchnia tych pni jest minimalna w stosunku do objętości, czyli problem styku zostaje w ten sposób zminimalizowany. Problem styku drzewa ze światem, to jest utraty wewnętrznego ciepła i wilgoci, czyli narażania na przemarzanie odparowanie. Budując domy oszczędne powinniśmy więc budować domy okrągłe, nieprawdaż? Tu jednak pojawia się inny problem – niepraktyczności; otóż jakoś naturze dużo łatwiej jest robić rzeczy okrągłe, ta ciągłość tkanek chyba tak się właśnie objawia. A człowiek swoją cywilizację zbudował na koncie prostym. Prostym, bo proso się go robi, tak myślę …

Więc nawet, jeśli gdzieś tam w Afryce istnieją okrągłe domy, to dlatego, że są to raczej szałasy będące pomostem pomiędzy naturą a cywilizacją. Ta ostatnia jest prostokątna i kwadratowa, niemal od zawsze. Domy z kątami prostymi dają pomieszczenia o równych ścianach, przynajmniej naprzeciwnych. A to gwarantuje ustawność. I nie wiem, czy dlatego, że tak wyewoluowaliśmy w tych prostokątnych domach, czy mieliśmy tak już wcześniej – po prostu tak jest. I choć czasem pojawiają się firmy proponujące duże współczesne okrągłe domy, które to mają relaksować nas samym kształtem, to statystycznie takie układy się nie zdarzają. I dlatego ten układ uznajemy za wykluczony.

Pozostają dwa, które można już rozpatrywać jako skrajności – dom regularny i urozmaicony. Regularny to taki na planie jednego kwadratu, ewentualnie prostokąta. Urozmaicony – wręcz przeciwnie – kwadracików i prostokącików może być nawet kilka.

Dom regularny czy nie? Co mówi energooszczędność, a co rozsądek

Energooszczędność sugeruje kształt regularny, a najlepiej kwadrat (koło byłoby jeszcze lepsze, ale je wrzuciliśmy do wykluczonych, DEI nie ma tu zastosowania). Bo wówczas powierzchnia styku domu ze światem jest mniejsza, a wiec straty ciepła też ograniczone. Działa to jak odwrotność radiatora – jeśli widzieliście takie coś, to jest ono tak pofałdowane, aby ta powierzchnia była jak największa, bo w końcu ma służyć odprowadzanie nadmiaru ciepła z procesora. Czyli w dyscyplinie energetyka regularność wygrywa.

Czy dom może wyglądać na większy niż jest? Efekt bryły

Pozostają jeszcze więc dwa kryteria – estetyka i ustawność wewnętrzna. Estetyka to szerokie pojęcie, więc podzielmy je na dwa, że tak napiszę, podwymiary. Pierwszym jest to, co zwykle uznajemy za estetykę – czy dom jest ładny. Otóż tutaj niczego nie rozstrzygnę, już o tym było wcześniej – to raczej zależy od naszych wewnętrznych uczuć, zostawmy to. Odnieśmy się do drugiego podwymiaru – jakie wrażenie robi dom w sensie tego, czy robi wrażenie większego, czy mniejszego, niż jest. Nie znam tutaj wyników badań, ale z doświadczenia widzę, że domy o prostej bryle wydają się mniejsze, niż w rzeczywistości są. I vice versa, zakładam. Więc jak chcesz zrobić wrażenie, to wrzuć tę kolumnadę i trzy lukarny od strony drogi. A jak przywiązujesz się do swojej niepozornej chaty z kraja, to nie wrzucaj.

Jak rozplanować wnętrze? O ustawności i chaosie

No i ustawność, czyli rozkład pomieszczeń w domu. Wyobraź sobie, że projektowanie zaczynasz od poszczególnych pomieszczeń. Wstawiasz do nich mebla jak klocki, wyznaczasz potrzebną powierzchnię. Każde pomieszczenie tworzysz właśnie w ten sposób. Potem tylko jakoś ergonomicznie zestawiasz wszystko ze sobą – układasz klocki obok. Nie ma siły, aby na zewnątrz wyszło regularnie. Wyjdzie właśnie tak, jak pierwsze działo twojego trzylatka…

W praktyce też trudno znaleźć takie skrajne nieregularności, aby każde pomieszczenie wyznaczało osobny element ściany zewnętrznej. Raczej zaczyna się od, powiedzmy, prostokąta, a do niego dokłada a to ganek, a to część salonu, aby doświetlić ją z trzech stron… A potem tylko krok, i robimy z tego basztę, z wykuszem…

Co lepsze i co warto – cóż, my mamy regularnie. Ludzie, wymagajmy czegoś od tych architektów – no niech tak się postarają, żeby i wilk, i owca, żeby i ustawnie, i energetycznie było. Ale możesz przecież mieć inne priorytety, patrz tylko, aby to jakkolwiek spójnie było. Bo baszta przy stodole to już trochę odważnie…

Strony świata a rozkład pomieszczeń – podręcznik bez ściemy

I ostatnia rzecz – strony świata w projekcie domu. Tutaj nie powiem w zasadzie nic więcej, niż podręczniki. Otóż chodzi tutaj o optymalne wykorzystanie światła słonecznego. Potrzebujemy go do życia, a więc w living roomie, to przede wszystkim. I do tego właściwie układamy resztę. Czyli salon powinien wychodzić na południe lub zachód, lub być na obydwa, co praktycznie osiąga się stawiając go na rogu. Będzie w ten sposób doświetlony i antydepresyjny, co przydaje się czasem nawet w lecie. A w zimie to już w ogóle podstawa. Kuchnia powinna być blisko, ale w niej już naturalnie bywa ciepło, więc słonecznego dogrzewania już raczej unikamy. I to daje odpowiedź na pytanie, czy kuchnia ma być od północy czy od południa. Więc może być od północy, wschodu ewentualnie. To ostatnie nie jest takie złe, bo pozwala nam się dobudzić jeszcze zanim osiągniemy pierwszy punkt dnia, to jest przycisk włączający ekspres do kawy. Tak, szczerze, słońce rano powinno nastąpić przed kawą; zaraz po przebudzeniu mamy w sobie wystarczająco dużo kortyzolu, aby podołać nawet kilku czynnościom. Kawa powinna wchodzić, gdy on już odpuszcza. No a wracając do słońca – sypialnię też dobrze lokować od wschodu, bo wieczorem, nawet bez zaciągania tego wszystkiego na okna, będzie się fajnie ściemniać, a rano będzie się łatwiej budzić. Bo słońce budzi i pobudza.

Parter bez tajemnic – co gdzie najlepiej rozmieścić

Weszliśmy już przed chwilą na górę, a zostały przecież resztki dołu. Salon i kuchnię mamy gdzieś od północy też robimy spiżarnię, bez okna, ma być zimno i ciemno. Względnie, przynajmniej. Ubikacja, a łazienka tylko, jeśli to ma sens, to znaczy jeśli mamy jakieś, nawet sezonowe, sypialnie na tym poziomie, to owszem. Albo jeśli salon od czasu do czasu będzie służył przenocowywaniu gości, to gdzieś myć się muszą, a niekoniecznie chcielibyśmy ich gościć na górze. Łazienka to zawsze duży wydatek, ale w godzinach szczytu może zwrócić się szybko. A pomyśl jeszcze co będzie, gdy na parterze zamieszka ktoś z wymuszoną awersją do schodów?

Na dole koniecznie musimy mieć jeszcze jakieś pomieszczenie gospodarcze zwane kiedyś kotłownią. Kotły niekoniecznie tam się dziś pojawiają, ale komplet mopów trzeba gdzieś trzymać. I ubrania robocze do ogródka. I zapas doniczek po sezonie. I narzędzia. I wszystko to, co i tak nie będzie się chciało zmieścić…. Takie pomieszczenie gospodarcze spokojnie może też być od jakieś północy. Na świetle nam nie zależy. Okienko być w nim może, bo choć niekonieczne i tracimy przez nie ciepło, to w końcu nie projektujemy ściany płaczu, a miłą chatkę.

Myśląc jak zaplanować dom, zostaje nam ewentualnie jeszcze coś, co często nazywa się gabinetem. Z reguły jest to praktyczna rzecz, a przy pracy zdalnej już prawie must-have. No niby można w kuchni, ale zawalanie jej papierami nie zawsze jest najlepszym wyborem. Budujemy się w końcu po to, żeby nie robić wszystkiego w kuchni. Taki gabinet wyląduje pewnie gdzieś od zachodu, tak jak salon, no i dobrze. Praca intelektualna usypia, to wiemy. A słoneczko pobudza.

Garaż, jeśli robimy, dobrze przylepić gdzieś od północnego zachodu – północy, bo światła stamtąd żądnego, a wiatry wieją. Niech więc robi trochę za osłonę termiczną.

Poddasze użytkowe – światło, funkcja i dzieci z zachodu

Patrząc jeszcze raz na poddasze użytkowe i jego rozkład, to obok głównej sypialni mamy pewnie inne, często nazywane pokojami dziecięcymi. Jeśli możemy, to dajmy im światła. Z tym, że młodzież, jeśli nie musi, to wstaje później. Dajmy im więc to światło nieco później, zróbmy pokoje bardziej na zachód. Ścianę północną wypełnijmy łazienkami i pralniami. W nich proponuję przy tym robić okna, najlepiej dachowe. Łazienka to wyspecjalizowane pomieszczenie, którego główną poranną funkcją jest dobudzanie. Tylko słońce robi to od tak sobie … Poza tym – łazienka to pomieszczenie, w którym powinno być nieco cieplej. Przez połowę roku sprawę tę załatwi okno. Wiem, że w zimie będzie dzięki niemu zimniej, ale wtedy przecież uruchamiamy ogrzewanie tak czy siak. A w takim kwietniu w domu może być już znośnie, a łazienka ciągle jakby zimna – słońce może tu pomóc. Jeśli chodzi o pralnię, to sprawa jest prosta. Brudy lepiej widać w słońcu.

Podręcznikowo też najlepiej jest, że wjazd na działkę jest od tej północy. Z najbardziej strategicznego punktu domu – stanowiska przy zlewozmywaku kuchennym – możemy w ten sposób obserwować bramę główną, wiedzieć wszystko, innymi słowy. I do garażu jest prosto. To, co robimy w salonie, z drogi jest niewidoczne. I takiej działki powinniśmy poszukać.

I u nas w zasadzie wszystko jest jak z podręcznika, jest też energooszczędny dom, funkcjonalny i przyjazny słońcu dom. Tylko garażu nie mamy, bo się nie zmieścił. A działka ma inne wady, no cóż. Słońce przynajmniej łowimy sprawnie.

Dodaj komentarz